• Wpisów:341
  • Średnio co: 23 godziny
  • Ostatni wpis:32 dni temu
  • Licznik odwiedzin:4 849 / 338 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Pielęgnuję wspomnienia o tobie i z toba, bo powoli wszystko zanika. Chce zapomnieć, ale niepamięć mnie przeraża. Na równi z pamięcią o tobie. Wiem, ze chodzisz kilkaset kilometrów ode mnie, z kimś innym. Wiem, ze tobie udało się zapomnieć o mnie, o córeczce już dawno. I to tez boli. Jeszcze mam jakis strzęp nadziei, ze pojawisz się podczas tak ważnego dnia, ale wiem tez, ze to nie nastąpi. Paradoks. Nie chcę żyć pamięcią i niepamięcią o tobie. Chciałabym po prostu nie istnieć.
 

 
Moim marzeniem, bo to co dla kogoś jest zupełnie normalne, dla mnie było czymś nieosiągalnym, żeby był przy porodzie. A ten już za tydzień. A on nawet nie będzie wiedział, ze urodziła mu się córka.
 

 
Wczoraj zobaczyłam coś, co połamało mi serce. Przepłakałam prawie cała noc, z krótka przerwa na złe sny. Wstałam o 6 rano z bólem głowy i takim samym uczuciem pustki, jak po każdej naszej kłótni. Ta bezsilność, niemoc. Nie wiem już jak żyć w takim bólu. A ty tak się dobrze bawisz. I ani przez sekundę nie pomyślisz o mnie. Ale jedno jest pewne: obudziłam się dzisiaj inna, wszystko jest inne. I chyba już przestałam czekać.
 

 
Pierwsza jesien bez niego. Nie ma magii, tego uroku. Kochalam jesien, bo kochalam go. A teraz zostaje mi zastanawianie sie co bylo ze mna nie tak, czemu mnie nie kochal.
 

 
Mam juz tylko nadzieję, ze kiedys zrozumiesz, ze moja milosc do ciebie byla prawdziwa i szczera, wyjatkowa; ze kiedys, niewazne za ile, usiądziesz w fotelu i przypomnisz sobie o mnie i o tym, co do ciebie czułam i wtedy zrozumiesz ile stracilismy. Po prostu. Mam nadzieję, ze kiedys jeszcze sobie o mnie przypomnisz.
 

 
Nigdy nie potrzebowalam go bardziej niz teraz. Ale wiem, ze w zyciu nie zamienie juz z nim slowa. To takie straszne uczucie jakby ktos wyrwał mi serce i po nim skakal. Tak bardzo bym chciala zeby byl ze mna w najtrudniejszym momencie mojego zycia, ale wiem, ze musze poradzić sobie sama.
 

 
Gorszych informacji jednego dnia chyba sie nie spodziewalam. Najpierw werdykt,: cesarka, później to, ze kogos ma. I chyba moga mnie tam zostawic z rozkrojonym brzuchem i dac mi w spokoju umrzec. Juz nie wiem co bardziej boli.
 

 
Miesiac temu przyjechal do mnie z moim upragnionym pierscionkiem zareczynowym. A teraz jezdzi sobie do kogos innego, a ja jestem "śmieciem, ktory sam sie wyniosl"
 

 
Dzisiaj znowu umarlam. Ale chociaż, gdy ostatnim razem rozmawialismy, powiedziales prawdę- ze kogos masz. Nie wiem tylko jak mozesz robic mi to trzeci raz, gdy ja wciaz kocham, czekam i wylewam lzy. Ale dzisiaj chyba juz cos peklo. Nie wiem, moze moje serce, kolejny raz. Kolejna bezsenna noc, ile ich juz bylo. Ile wylanych lez, podczas gdy ty robisz to, co robisz. Nawet nie chce o tym myslec, bo robi mi sie niedobrze. Ale wiem jedno, nigdy w zyciu nie zaslugiwalam na takie cierpienie. Myślę, ze nikt nie zasluzyl, nawet najgorsza osoba, ktora znam. Czlowiek, ktory byl dla mnie wszystkim, okazal sie byc najpodlejsza kreatura.
 

 
Juz mogę tylko siedziec nocami na skraju lozka w bezruchu i wycierac łzy. Nigdy nie przypuszczalam, ze ludzie moga byc tacy podli.
 

 
Kazdy krok, to straszny bol. Gdziekolwiek nie jestem tak mi go brakuje, niczym powietrza. Czasami mam wrazenie, ze zaraz wyjdzie ze sklepu i wezmie mnie za rękę i dalej pójdziemy razem. Od poczatku wiedzialam, ze nie bede mogla bez niego zyc.
 

 
Jest tak zle jak nie bylo nigdy. Koszmary nie daja mi spac. Codziennie mam go w snach. To takie śmieszne, ze gdy bylismy razem, to snilo mi sie jak bylo miedzy nami zle. A teraz.. tak piekne sny. Oddalabym wszystko zeby tak bylo w rzeczywistości. Czuję jego obecnosc tak wyraźnie, ze az mnie boli serce. Nigdy, w ciągu tych trzech lat, nie tęsknilam bardziej.
 

 
W zyciu nie mozna miec tego, czego sie chce. Nie mozna byc z tym, kogo sie kocha. Nie można zatrzymac czasu. Nie mozna wrocic do przeszlosci. Tydzien temu musialam sie z nim pozegnac, serce mi pekalo, nie moglam powstrzymac lez. Pamietam jego najpiękniejsze oczy, za ktore oddalabym wszystko. Jego "bedzie dobrze", na ktore usmiechnelam sie smutno, bo wiedzialam, ze nie bedzie chociaz oddalabym za to wszystko. A dzisiaj, po tygodniu od tamtych wydarzen, leżę otepiala w lozku, lzy ciekna tak samo jak wtedy i zadaje pytanie, na ktore nikt i nic nie jest w stanie dac mi odpowiedzi: dlaczego go stracilam.
 

 
Nie mogę uwierzyc, ze kazdy weekend spędzaliśmy razem. Przetrwalismy najgorsze i naciezsze. A mija juz 5 miesięcy. Jakby ktos mi wyrwal serce.
 

 
Tydzien temu bylam najszczesliwsza. Bylam z nim, spędziliśmy razem weekend. Nie moglam uwierzyć, ze znowu go mam. A dzisiaj znowu zamienil sie w potwora, a ja nie umiem zatrzymac potoku lez.
 

 
Day to remember
 

 
Takie dziwne uczucie. Nigdy nie myslalam, ze to nadejdzie i nigdy, do tej pory, nie czułam, ze to k o n i e c. Ale zycie w zludnej, glupiej nadziei jest gorsze niż zycie w uwalniajacej prawdzie.
 

 
Dopiero teraz wszystko mi sie zaczęło skladac w calosc. Wszystko sie wyjasnilo. To takie przykre.
 

 
Dzisiaj minal tydzien od naszej "rozmowy", o ile wywód z wyzwiskami, przepelniony nienawiscia, mozna nazwac "rozmowa". Nigdy w zyciu czas nie płynął mi tak wolno jak ten tydzien. Nigdy w życiu nie bylam tak zalamana i nie mialam tylu retrospekcji. Do tego te sny, ze jestesmy razem- szczęśliwi. Nie umiem sie z tego pozbierać. Chcialabym juz tylko zeby on kiedys w koncu zrozumial, ze naprawdę go kochalam.
 

 
Byl dla mnie wszystkim. Moim marzeniem. Moja miloscia. Moim sensem. Moja nadzieja. Teraz, gdy go nie ma, nie mam zupelnie nic.
 

 
Wiem, ze nie mam juz szansy na nic, ze jest ktos inny i to boli. Staram sie o tym nie myslec, ale czesto mnie to przerasta. Jestem juz zmeczona. Chcialabym w koncu tez znalezc szczęście. Kiedyś modlilam sie, zeby tylko mnie kochal i nigdy mnie nie zostawil. A teraz, zebym w koncu przestala go kochać, przestsla o nim myslec i o mniejsze cierpienie. Chcialabym tak jak on, szybko zapomnieć, przestac myslec, udawac ze on nie istnieje. Zazdroszczę takiej postawy. Chcialabym w koncu zeby to cierpienie sie skonczylo, chce przestac w koncu plakac i miec jakis powod do usmiechu. Bo od zrozumienia, ze on mnie nie kocha, nie lubi, nie chce ze mna byc, jestem dla niego nikim, do pogodzenia sie z tym, dluga droga. I przezywanie tego zwiazku (o.ktorym mam zapomnieć, ze w ogole byl) na nowo we wspomnieniach, to tylko udreka. A gdy dodam sobie do tego rzeczy, ktorymi on mnie zranil, to mam dopiero niezle rozdrapywanie ran.
Bardzo sie boję. Nigdy w życiu sie tak nie balam. A porod coraz blizej, opieka nad noworodkiem coraz blizej. I do tego jeszcze stres i zmartwienia z nim zwiazane. Ale mam chociaz nadzieję, ze czas leczy rany, bo dobra pamiec, to najgorsze przekleństwo.
 

 
To takie zabawne, ze ludzie, ktorzy byli dla nas idealni, okazuja sie byc tymi, z ktorymi nie chcemy mieć nic wspolnego.
 

 
Nie wiem ile jestem jeszcze w stanie wytrzymac..
 

 
Czasami mam wrazenie, ze to tylko jakis koszmar i obudzi mnie jego pocalunek i bedzie n o r m a l n i e. Czasami czekam na wiadomosc, bo to takie naturalne, ze przyjdzie.
Czasami lapie za telefon i chce do niego zadzwonić, ale po chwili sie orientuję, ze nie mogę.
Czasami mam wrazenie, ze za chwilę go zobaczę i zjemy razem obiad, a później pojdziemy na lody.
Czasami myślę, ze jest moj i mnie kocha, ale potem przypominaja mi sie jego slowa, ze mam zapomniec ze kiedykolwiek bylismy razem i mnie nigdy nie kochal. Czasami ciezko mi w to uwierzyc, ale po chwili wiem, ze ma racje.
Próbuję sobie to tlumaczyc na setki sposobów. Udawac, ze to nie istnialo. Nie przypominac sobie tego wszystkiego, ale pech chciał, ze mam idealna pamiec. Myślę o tym caly czas, bez wytchnienia. Juz nie chce mi sie nawet wstawać w lozka, czekam tylko na noce, bo wtedy mam cie chociaz w tych koszmarach.
 

 
Tak tęsknię, ze momentami nie mogę oddychac.
 

 
I tak nie pomogło.
 

 
Bylam takim glupkiem te trzy lata temu, ze az mi wstyd.
  • awatar full.moon: @Pantokratorka: wtedy przewidywalam, ze bede z nim do konca zycia- glupie i naiwne. Jest jak jest, juz przestałam sie tym zadreczac i katowac. Widocznie tak byc musialo.
  • awatar Pantokratorka: @full.moon: Pisząc, że wiele się pozmieniało bardziej miałam na myśli Twoją ocenę siebie i związany z nią wstyd, a przecież nie mogłaś dokładnie przewidzieć, jak się to wszystko potoczy. Oczywiście, trudno zapomnieć z dnia na dzień o kimś ważnym, z kim wiązało się plany i nadzieje, szczególnie w tak ważnym dla Ciebie czasie. I rozumiem, że mimo wszystko chciałoby się, aby dla niego był równie ważny... to trudna sytuacja.
  • awatar full.moon: @Pantokratorka: hm, ja dalej czuję do niego to samo, a moze nawet i wiecej, bo to byly poczatki bez problemow, wiec milosc mniejsza. A teraz jestem w ciazy, wiec wiadomo. Nie umiem sie tak szybko odkochac, w przeciwienstwie do niego. Ale nie chce mi sie nawet o tym myslec ani mowic, bo w koncu usłyszałam, ze juz mnie nawet nie lubi :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›