• Wpisów: 341
  • Średnio co: 21 godzin
  • Ostatni wpis: wczoraj, 16:17
  • Licznik odwiedzin: 4 654 / 307 dni
 
trahie
 
full.moon: Wiem, ze nie mam juz szansy na nic, ze jest ktos inny i to boli. Staram sie o tym nie myslec, ale czesto mnie to przerasta. Jestem juz zmeczona. Chcialabym w koncu tez znalezc szczęście. Kiedyś modlilam sie, zeby tylko mnie kochal i nigdy mnie nie zostawil. A teraz, zebym w koncu przestala go kochać, przestsla o nim myslec i o mniejsze cierpienie. Chcialabym tak jak on, szybko zapomnieć, przestac myslec, udawac ze on nie istnieje. Zazdroszczę takiej postawy. Chcialabym w koncu zeby to cierpienie sie skonczylo, chce przestac w koncu plakac i miec jakis powod do usmiechu. Bo od zrozumienia, ze on mnie nie kocha, nie lubi, nie chce ze mna byc, jestem dla niego nikim, do pogodzenia sie z tym, dluga droga. I przezywanie tego zwiazku (o.ktorym mam zapomnieć, ze w ogole byl) na nowo we wspomnieniach, to tylko udreka. A gdy dodam sobie do tego rzeczy, ktorymi on mnie zranil, to mam dopiero niezle rozdrapywanie ran.
Bardzo sie boję. Nigdy w życiu sie tak nie balam. A porod coraz blizej, opieka nad noworodkiem coraz blizej. I do tego jeszcze stres i zmartwienia z nim zwiazane. Ale mam chociaz nadzieję, ze czas leczy rany, bo dobra pamiec, to najgorsze przekleństwo.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.