• Wpisów:341
  • Średnio co: 21 godzin
  • Ostatni wpis:wczoraj, 16:17
  • Licznik odwiedzin:4 662 / 307 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie ma nic gorszego niz bycie zdradzanym. Czlowiek traci wtedy doslownie wszystko. Zastanawia sie co bylo w koncu prawda, a co nie. Analizuje wszystko, kazda godzinę, sekunde, zachowanie. I dowuedzialam sie o tym w moje imieniny. Od teraz zawsze beda mi sie juz z tym kojarzyc.
 

 
Tak bardzo Cię kocham, ze az rozrywa mi serce.
 

 
Juz smiac mi sie chce z tego jakim debilem bylam. Juz spodziewam sie tylko najgorszego. Kolejny przeplakany wieczor. Juz nie chce tak cierpiec. Mam nadzieje, ze to ostatni raz.
 

 
Uwielbiam byc kilkaset kilometrow stad. Ale powrót wiąże sie z powrotem do problemow. Nie wiem jak ja daje rade w ogole zyc jeszcze. Nie wiem jak mijaja te dni. Wszystko sie ciagnie i zlewa sie w jeden mega wielki dzien. A mi sie przestaje juz chciec nawet o tym myslec. Ale chyba, gdy tylko uda mi sie zapomniec o tej "milosci", moje serce zamieni sie w kostke lodu, ale to lepsze niz ta polamana resztka.
 

 
Nie wiem jak on mogl dopuścić do tego zebym drugi raz przechodziła to samo, gdy wiedzial jak pierwsza traumatyczna ciaza zniszczyla mnie i to wszystko. A teraz drugi raz przechodze to samo, chociaz tak bardzo staram sie trzymac, ale z kazdym dniem coraz ciezej i boje sie, Ze niedlugo zalamie sie na dobre.
 

 
Zazdroszczę niektorym tego braku serca. Tego, ze odnajda sie we wszystkich okolicznosciach, zaczna nowe życie, wymarza ciebie i wszystko co bylo na pstrykniecie palca. Ze zwiazku w zwiazek, jakby to bylo takie proste. A ja codziennie przeżywam jakby mi sie kazdego dnia kończył swiat. Zaluje, ze w ogole weszlam w ten zwiazek kiedykolwiek, gdybym tylko wiedziala jak to sie skonczy. Marze o tym zeby pozbyc sie serca, bo bycie taka wrazliwa debilka, to koszmar.
 

 
Znowu koszmary. Już mi sie nie chce nic. Ale chyba nie mialam większej ulgi w snie niz jak zaczal mnie znowu oklamywac, to go utopilam w wannie.
 

 
Dzisiaj cala noc przeplakana przede mna. Jak mogłam byc taka debilka i kiedykolwiek zaufac komus takiemu. Miesiąc wystarczyl żeby znalezc kolejna ofiarę. A ja w tym samym czasie zbieram jego zdjecia. Nie chce mi sie juz nic. Nawet wyjazd mnie nie cieszy. Az mi niedobrze. Można sie oszukiwac trzy lata.
 

 
Takie sny nie wroza niczego dobrego. Jeszcze dzisiaj spotykam jego pierwsza, najwieksza milosc. I czuje sie jak najwiekszy kretyn, bo oddalam mu wszystko pierwszemu, a ja bylam piata po długiej drodze. Ciekawe na ilu sie skonczy. W dni jak te przestaje mi sie chciec zyc. Bo potem to ja bede sobie jesc lody i spotkam jego rodzicow z innymi dziecmi i utniemy sobie pogawedke, a moja kolejna i kolejna i kolejna nastepczyni bedzie sluchac w samochodzie o "naszej" "wielkiej" "miłości". A ta spotkana ma dobrze, chociaz jest/byla "pierwsza", a ja sie zastanawiam, która bede w klasyfikacji. Chyba "matka" "pierwszego" "i" "drugiego" "dziecka". Nie musze wspominać jej zdziwienia, gdy sie dowiedziała, ze to jego dziecko, bo przeciez "nikogo nie mial"
 

 
Gdy koszmarna rzeczywistość przenosi sie do snu i budze sie z histerycznym placzem i nie moge zlapac oddechu. Bo znowu ktos mi zabiera telefon, chce zamykac w domu, mowi mi ze zaraz mi wybije zeby i ze znajdzie sobie kogos, z kim bedzie mial dziecko jeszcze po krotszym czasie niz ze mna.
Mam nadzieje, ze kiedys to wszystko sie skończy i bede kochać i bede kochana. Tak po prostu. Nie wiem ile jeszcze jestem w stanie wytrzymac.
 

 
Gdy klapki z oczu mi opadły, to widze jakim bylam debilem. I smiac mi sie chce i wstyd mi jednoczesnie.
 

 
Chodzenie po tym miescie to jak sypanie kilograma soli na moje rany. A sluchanie historii z dziecinstwa, ogladanie zdjec jego, calej rodziny, a potem dostawanie kilku na pamiatke, to juz tez jakies upokorzenie, bo nigdy nie będziemy rodzina, nigdy nie powiem "mamo" ani "tato", nigdy nie dostane nazwiska. A przyzwyczajam sie do ludzi, ktorzy sa dla mnie bliżsi i lepsi niz wlasna rodzina. Czuje sie jak wynajeta surogatka, bo potem pojawi sie ktos inny. Ktos, kto bedzie synowa. A ja bede znosic litowanie sie nade mna, ze dalam sie tak nabrac i zmarnowalam tyle zycia i uczuc i zostalam na lodzie. I do tego wszystkiego bede musiala składać serce, znowu na nowo.
 

 
Błagam, przestan juz istniec.
 

 
Nigdy nie myslalam, ze jakiekolwiek urodziny jeszcze sperzimy oddzielnie. Chcialam do 80 piec te torty i kupowac prezenty. Nie wiedziałam, ze mnie tak to dotknie.
 

 
Dzisiaj urodziny najważniejszej, chociaż juz znienawidzonej, osoby w moim zyciu. juz nie ma go w moim zyciu i nie bedzie, to jego "najwazniejszosc" objawia sie tym, ze mam w dalszym ciagu zniszczone zycie, chociaz staram sie to wszystko skladac. Rok temu robilam tort, ktory skonczyl w koszu. Trzy lata temu kupilam koszulki, ktore tez skonczyly w koszu, chociaż najpierw uslyszalam, ze sa beznadziejne i sie wcale ich nie chce, a kartka z życzeniami, podarta, wyladowala w koszu. Dwa lata temu mial swoj szczęśliwy związek z kims innym, a ja plakalam z niemowlęciem na rekach.
Ale wciaz pamiętam jak skonczyl sie dzien 25 kwietnia 2015, tuz przed polnoca. Wtedy myslalam, ze to magia, ze tylko ja. Ale teraz wiem, ze wtedy bylam ja, wczesniej ktos inny, a teraz jeszcze inny.
Ale z okazji twoich 28 urodzin zycze ci wiecej rozumu, a sobie tego żeby zdmuchniecie swieczki i jedno zyczenie zabraly ten najgorszy czas i przenioslo nas trzy lata wstecz. Odliczalam do tych urodzin juz kilka miesiecy temu i myslalam jaki tort zrobic. No ale, nie wiem czemu jeszcze mnie to obchodzi, skoro ktos inny tak latwo zapomina.
 

 
Czuje sie jak najwiekszy debil na swiecie. Zostac tak oszukana, az juz nawet mi nie smutno, tylko sie smieje razem z tymi, ktorzy smieja sie ze mnie, bo dalam sie tak zrobić. Nie wiem gdzie ja mialam rozum, ale zakochanie go odbiera. Nie wiem dalej jak mozna miec tak kogos w dupie i nawet sie nie przejac zdrowiem własnego dziecka i narazac je na dalsze stresy. Jak ja moglam kogos takiego kiedykolwiek pokochac.
 

 
Dzisiaj dzien ojca, ktorego nie mam. Przez cale 23 lata mojego zycia to byla najbolesnjejsza strata, dopoki ostatnie 3 nie zaczelam tracic Mojej Milosci. Od dziecka czulam sie jak śmieć. Zbedny, wyrzucony. Zawsze sie obwinialam, zastanawialam co ze mna nie tak skoro nawet wlasny ojciec mnie nie chcial. Od przedszkola sie tego wstydzilam. Gdy siadalo sie w kolku i mowilo o swoich rodzicach, najpierw klamalam, ze lzami w oczach, ze wyjechal. Później nie mowilam juz nic, bo kazdy wtedy wychowywal sie w pelnych rodzinach i kazdy wiedzial, ze jestem wyrzutkiem i robili ze mnie posmiewisko. Gdybym miala okazje z nim porozmawiac , to bym powiedziala tylko dwa zdania, ze zniszczyl mi cale zycie i ze nawet sobie nie wyobraza w ilu momentach bardzo chcialam, zeby byl ze mna. Zaluje, ze na swiecie sa osoby, ktore zamiast dzieci powinny sobie zrobić wazektomie. Chyba malo kogo jeszcze zycie tak obdarowalo w bol i rozczarowania jak mnie. Ale m, mimo wszystko, ciesze sie, bo bez tego bylabym pewnie pustym debilem jak reszta i nie docenila tego, ze po każdym koszmarze wstaje Slonce.