• Wpisów:341
  • Średnio co: 23 godziny
  • Ostatni wpis:32 dni temu
  • Licznik odwiedzin:4 853 / 338 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Niedziela. Kolejny dzien, ktory od momentu przebudzenia zaczynam we lzach. Dzisiaj uslyszalam, będąc w 6 miesiacu ciąży, ze mam dac spokoj jego rodzinie, bo on zamierza dac im prawdziwa synowa i wnuka. Chce byc tez w koncu szczesliwy, a ja mu tego nie dalam. Nie wiem nawet juz co czuje, nie mam sily chyba juz na cokolwiek. Czuje tylko ciezkie lzy splywajace po policzku i czuje, ze chce zeby ten dzien sie juz skonczyl.
 

 
Oddac serce w nieodpowiednie rece, to najgorsze co moze spotkac czlowieka.
 

 
Mimo ze jeszcze mi ciezko, to ciesze sie, ze w koncu zrozumialam, ze wszystko skonczone. Bez nadziei i jakiegoś naiwnego czekania jest lepiej, chociaż ciezej. W koncu po trzech latach zadreczania sie i zastanawiania kim jest sie w jego zyciu, otrzymałam odpowiedz.
 

 
Współczuję ludziom, ktorzy musza ciagle udawac, klamac. To musi byc strasznie wyczerpujące stwarzac pozory bycia dobrym czlowiekiem i proba udowodnienia tego calemu swiatu, gdy sie jest zwyklym chujem. Smiesznie to wyglada z perspektywy osoby, ktora zna taka "osobe" od podszewki. Juz to wszystko budzi tylko zal i politowanie.
 

 
Zabrałes juz wszystko, co bylo nasze. Czuje sie jak kompletny nieudacznik. Nawet chyba powinnam przepraszac, bo urodze ci córkę, bo tak bardzo chcesz syna, ale to juz bedzie zarezerwowane dla nastepnej. Nie mogę czuc sie chyba gorzej, nigdy nie bylam wystarczajaca.
 

 
Dzisiaj poczulam twoj zapach. Jak ja tęsknię.
 

 
Ludzie sa tak zalosni, ze brakuje mi slow. Jesli jestes w zwiazku i nie jestes szczesliwy, to zwyczajnie to powiedz i odejdz. A nie udajesz cały czas, ze jest okej, nie mowisz nic, obiecujesz cały czas przyszłość, mowisz ze kochasz, ze wszystko jest dobrze. Przy klotniach wybuchasz, mowisz same najgorsze rzeczy, potem przepraszasz, mowisz ze to slowa w nerwach i sa nieprawdziwe. A później okazuje sie, ze caly czas zdradzasz. Ze masz konta na portalach randkowych i szukasz swojego szczescia, jednocześnie bedac moim szczesciem? Wystarczylo powiedziec "chce sie rozstac, nie jestem z toba szczesliwy. Chce miec kogos innego". Wtedy byloby lzej, mniej cierpienia, mniej straconego czasu. Po co to wszystko. Po co te klamstwa.
  • awatar full.moon: @Pantokratorka: dokladnie. Juz wolalabym tysiac razy bardziej usłyszeć prawdę niz te wszystkie klamstwa. Biorac pod uwage nawet ciążę. Klamanie i zdrady sa obrzydliwe. I nie zmieni tego nawet to, ze ktos przestal kochac albo to, ze sie nie ukladalo. I albo wtedy sie odchodzi albo stara sie ratowac zwiazek. A nie mowic komus, ze albo wszystko jest okej albo obwiniac i wykrzykiwac, ze jest sie tak bardzo nieszczesliwym. A potem ja myślę i sie zastanawiam, w ktorym momencie bylam oszukana i jak to wszystko wygladalo. Dramat.
  • awatar Pantokratorka: @full.moon: no i przede wszystkim w takiej relacji nikt nie ma szansy prawdziwie się rozwinąć - ani osoba oszukiwana, bo żyje w fałszywie kreowanej rzeczywistości, ani oszukująca, bo nie potrafi zakomunikować swoich potrzeb i dodatkowo kombinuje na boku. Takie manipulowanie drugą osobą jest wyrachowaniem a nie miłością, aby wzrastać trzeba stawiać czoła nawet najgorszym trudnościom, płakać, trawić, a potem akceptować i szukać rozwiązań dla różnych problemów. Razem! Być szczerym i albo przetrwać albo się rozejść, jeśli pewne sprawy są nie do pogodzenia. Pozostawanie w związku przy jednoczesnych zdradach i poszukiwaniu w tajemnicy kogoś lepszego jest bardzo samolubne.
  • awatar full.moon: @Kate - Writes: nie rozumiem zupelnie. Chyba lepiej powiedziec "żegnam", pobyc samemu przez ten czas i wtedy szukac kogoa nowego. A nie oszukiwac, pozwalac zyc komus w klamstwie, marnowac jego czas, bo i tak zwiazek jest skreslony. No i nie musze mowic jak takie zachowanie niszczy psychike, poglady na ludzi i na swiat. Bo jak po takim czyms komukolwiek kiedykolwiek zaufac. Nie zycze aby ktokolwiek cie tak potraktowal :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Szkoda, ze nigdy sie nie liczyl w moim bólem ani uczuciami. I teraz, gdy widze to, co widze peka mi serce. W ogole nie mam pojecia jak mozna byc takim człowiekiem. Jak mozna tak grac, klamac, udawac. Czuję juz tylko wstręt i obrzydzenie. I wstyd, ze wyszlam na takiego debila.
 

 
Czlowiek, ktorego sie kochalo jest taki obcy. Nie wyglada juz nawet tak samo, nie mysli tak samo, nie zachowuje sie tak samo. Dalej sie go kocha, bo pamieta sie go takiego w jakim sie zakochalo, ale to jest zludne, bo tej osoby nie ma. Nie wiem czy kiedykolwiek bylo cos wiecej niz iluzja. Chce zakonczyc juz ten rozdzial w moim życiu i w moim sercu, bo jestem jedyna osoba, ktora mysli i sie przejmuje, bo on sie bawi w najlepsze, wiec czemu ja wylewam dalej lzy. Za kim? Za czlowiekiem, ktory jest w stanie zrobic mi najwieksze podlosci z nienawisci i aby osiagnac swoj cel. Chcialabym tak jak on. Na pstrykniecie palca zapomniec, nie przejmować sie i nie poswiecic nawet sekundy na pomyslenie, co u mnie i u dzieci. Powinnam zrobic to samo, a nie myslec o nim doslownie caly czas.
 

 
Stracilam ludzi, ktorych kochalam nad zycie. Myslalam, ze bede miala ich caly czas, ze nikt z nich mnie nie oklamuje ani nie oszkuje. Ze jestesmy blisko i mozemy na siebie liczyć. I ta starata tez boli, chyba na rowni ze zlamanym sercem. A ja dalej moge tylko miec pretensje do siebie. Moglam sie nie przyzwyczajac i byc bardziej ostrozna. Pretensje moge mieć tylko i wylacznie do siebie.
  • awatar full.moon: @Pogubiłam się: niestety, nie spodziewalam sie tego kompletnie i mnie to przerosło.
  • awatar Pogubiłam się: Przykro mi... Niestety często zawodzimy się na ludziach. Z czasem uczymy się sobie coraz lepiej z tym radzić. Najważniejsze, to nie zapominać o sobie i o swoich wartościach. Trzymaj się!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Za naiwnosc placi sie najwyzsza cene. Czemu mysle o kims, kto o mnie zapomnial i go nie obchodzę? Czemu tak ciężko mi sie pozbierac?
 

 
Koszmarne deja vu tego, co dzialo sie dwa lata temu. Wtedy myslalam, ze tego nie przezyje, a teraz nawet nie mam pojecia, co sie dzieje kazdego dnia. Wstaje i chce od razu isc spac. Nie umiem juz tego wytrzymać.
 

 
Ostatnio, gdy zaczales sie do mnie odzywac, to przestalam sie wstydzic. Wiedzialam, że wszystko skonczone, wiec w koncu moglam ci powiedziec, ze naprawde cie kochalam/kocham i bylabym z toba do konca zycia. Powiedziałam tez, co mnie zawsze bolalo i boli dalej. Jakie uczucia to we mnie wywoluje. Opowiedzialam o moich lekach, problemach. Nie znienilo to nic. Przeciwnie, poczulam sie jak najwiekszy kretyn, ktory wyjmuje serce na talerz, a ktos wyrzuca to do smietnika. Nigdy wiecej.
 

 
Dostalam chociaż odpowiedź, czemu zawsze mu bylo tak latwo przestac ze mna rozmawiac i miec mnie gdzies. Nie walczyc, nie robic z tym nic. Zawsze mial kogos. Kogos w zanadrzu. Zawsze byl ktos na moje miejsce. Ktos do posmiania sie, pogadania. A ja? Ja bylam niczym. Kims, kogo mozna bylo doprowadzic do lez i zostawic złamanego. Nie mam zalu ani pretensji, bo to w koncu ja zle ulokowalam uczucia. Usmiecham sie na mysl o ostatniej wiadomości o tresci "papa" i zdjęciu osiągniętego celu. To przykre, ze zostalo sie zamienionym na te drobne. Bo kazda z tych dziewczyn moze miec kazdy. Mimo ze lzy sa obecne codziennie, czasami siadam na podloge i zalewam ja nimi cala, to staram sie miec jeszcze nadzieje. Nadzieje na szczescie, na to ze kiedys bede dla kogos wystarczajaca, nawet taka zlamana przez zycie. Ze przyjdzie ktos, kto mnie ukoi i wyleczy. Chociaz zycie zamienia mnie w najtwardszy kamien, to gdzies tam, pod ta skorupa, dalej jest ta sama mala dziewczynka w kreconych blond wlosach. Czasami zle mysli wracaja, czasami tak bardzo chce sie poddac, bo juz nie mam sily zwyczajnie sie budzic kazdego dnia, ale cos mnie jeszcze tutaj trzyma. Duzo wypowiedzianych slow, osoba ktora zle mi zyczy. Chce mu pokazac, ze nie jestem takim smieciem za jakiego mnie ma i tez moge byc szczesliwa.
 

 
Pamietam nasz pierwszy powazny kryzys. Ciągle sie klpcilismy i myslalam, ze niedlugo sie rozstaniemy, a raczej, ze on mnie zostawi, bo ja bym go chyba nigdy. Siedzieliśmy w ogrodzie, po kolejnej wielkiej klotni. Ja nie wiedzialam co mam powiedzieć, bo mialam gule w gardle i lzy w oczach. On tez nic nie mowil. I zaczelismy ogladac nasza zlota skore na rekach, taka sama. Wtedy zaczelismy sie uśmiechać i przytulac. Ulzylo mi bardzo i myslalam, ze to pierwsza i ostatnia taka sytuacja i ze bedziemy razem do konca. Ale nie wiedziałam, ze wszystko, co rozdzierajace serce, dopiero przede mna. Ale nie ukrywam, chciałabym poczuc, tak jak wtedy, jak spada mi wielki glaz z serca.
 

 
Trzy miesiące bez ciebie.
 

 
Trzy miesiace koszmarow. Ciekawe ile jeszcze.
 

 
Nic nie boli bardziej niz zlamane i zdradzone serce.
 

 
Kazdego dnia palę sie ze wstydu. Cala plone, plonie mi serce. Najgorsze uczucie na swiecie plus serce cale w bliznach. Kiedys, te trzy lata temu, myslalam ze jestem kims wyjatkowym, ze ja jedyna na calym swiecie, ze nikt tylko ja, nikt na moje miejsce. A dzisiaj wiem, ze to moze byc doslownie kazdy. Ze ja to w sumie przypadek, kolejna na drodze. Bo mógłby teraz ktos inny ryczec, nie ja. Mam ochote rozbic wszystkie sciany, wszystkie talerze. Potem usiasc na środku tego i sie rozplakac. A potem pozbierac to wszystko i znowu plakac. A potem zasnąć i obudzic sie za 10 lat. Tak bardzo kogos kochac, chciec byc z nim do konca zycia, miec najlepsze intencje, a codziennie plakac i miec tak polamane serce. To jakies zarty.
 

 
Ludzie mnie przerażają i momentami przestaje wierzyc, ze istnieja dobre osoby. Najbardziej przeraza mnie to, ze klamia prosto w oczy, sa hipokrytami, nie maja sumienia, czesto sa chorzy psychicznie czy uzaleznieni. Nie maja wstydu i sa bezczelni. A kurestwo jest na porzadku dziennym. Współczuję sobie, ze musialam trafic na kogos takiego, ze milosc zaslepia. A glupi człowiek, jak ja, ma za dobre serce. I jedyne, co by zrobił takiemu manipulantowi i klamcy, to jeszcze wspolczul choroby i grzecznie sie pozegnal. I nigdy juz mi nikt nie powie, ze nie mozna odkochac sie w sekunde. Tak samo jak te trzy lata temu zakochalam sie od razu, tak teraz moge powiedziec, ze odkochanie zajelo mi, w koncu, tyle samo. Przykro, bo przykro, ale ile mozna byc debilem i sobie na cos takiego pozwalac. No i w koncu, ile mozna sobie pozwalac tanczyc na glowie. Ile mozna cierpiec. Teraz chce sie uśmiechać i kochac. A nie kochać i cierpiec.
 

 
Nigdy w zyciu nie czulam sie gorzej. Myslalam, ze wszystko, co najgorsze juz przezylam i ze tylko dzieci potrafia byc podle. Ale, w porównaniu z tym teraz, to wysmiewajacy koledzy i kolezanki, to bylo jak przyjemnosc. Najbolesniejsze ciosy pochodza od kogos, kogo sie kocha.
Zycie jest niesprawiedliwe.
  • awatar mietowy.dzem: Zycie jest niesprawiedliwe. Ale z perspektywy czasu uwierz mi że karma do nich wróci ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Malo kto by wytrzymal to wszystko, co sie dzieje. Zwlaszcza w ciazy. Czasami mysle, ze jestem taka silna, a czasmi zamykam sie w lazience i placze, bo jestem taka slaba. Jestem slaba, bo daje sie ranic dalej. Pozwalam moim demonon wracac i wracać. Ale czasami mysle, ze tyle ile przeplakalam wroci do mnie w formie lez szczescia. Nauczylam sie nie myslec. Nie daje sobie ani chwili na odpoczynek, bo wtedy wraca myślenie, a analizowanie tego wszystkiego zabija juz kolejny raz. Pogodzilam sie z tym wszystkim, ale czasami juz nie daje rady i lzy same kapia. Czasami jeszcze sie usmiecham, ale bardzo rzadko, bo usmiech juz tez zaczal bolec. I mimo wszystko, ze umiem byc sama, ze walcze sama, zyje sama, daje rade sama, to chcialabym zebym ktos wszedl do lazienki i podniosl mnie z podlogi i wytarl lzy. Ale pogodzilam sie tez, ze jedyna osoba, ktora ma taka sila jestem tylko ja. Boli, ale mozna sie przyzwyczaic. Do wszystkiego chyba mozna.
 

 
Rozpadło mi sie zycie. Wszystko. Nie umiem juz sie pozbierac. Kazda minuta ciagnie sie godzinami, a kazda mysl wwierca sie w mozg i sprawia, ze chce mi sie juz tylko wyc z rozpaczy albo smiac sie jak jakis wariat.