• Wpisów:341
  • Średnio co: 21 godzin
  • Ostatni wpis:wczoraj, 16:17
  • Licznik odwiedzin:4 659 / 307 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Byl dla mnie, dosłownie, wszystkim co mialam. A teraz tak bardzo juz nie lubię o tym myśleć. Wszedzie milosc. Jakies zakochane pary, zdjecia, cytaty na instagramie, na ktore trafiam. Widzę dużo szczescia, ale sama mam polamane serce albo juz w ogole go nie mam. Kiedys milosc kojarzyla mi sie tylko z "nami", ale teraz widzę jakie to bylo głupie, bo zakochana i slepa bylam tylko ja. Bylam uwazna, nie zrobilam nic zlego, zeby go stracic. Wylalam morze lez i cierpialam, a on zarzuca mi takie rzeczy. Teraz, gdy czytam te wszystkie rzeczy o miłości juz nie widzę go, bo po co. Dziwię sie tylko, ze kochalam go wlasnie w taki sposob i zostalam tak okropnie potraktowana. Ale jeszcze mam jakas nadzieję, ze prawdziwa milosc mnie odnajdzie, ze będzie mi dane to wszystko poczuc, ze kiedys lzy przestana kapac, a ja bede na tyle odważna zeby moze jeszcze kiedys komus zaufac, chociaż teraz chce byc sama juz do konca zycia. Schowac sie w mojej skrupie do końca, bo za pierwsze w zyciu wyjscie z niej zaplacilam ogromna cene. A on mi mówi, ze mnie nigdy nie kochal, ze teraz ma lepiej, ze to wszystko moja wina i cieszy sie, ze mnie zostawil, ze teraz jest wolny, ze nie czeka na porod, ze nie chce "naszych" dzieci. Ale z jednym mial rację: ze jestem jakas psychiczna, ze nie dalam mu jeszcze spokoju.
Te wszystkie slowa odtwarzaja mi sie w glowie jak zdarta plyta. I nawet sen nie przynosi ukojenia, bo tam tez jest on i mowi dokladnie to samo. Jestem zmeczona. Bardzo zmęczona. Po co pisal mi, ze nie jest na mnie zly- jakby miał za co, ze musial zrozumiec pewne rzeczy, ze moge nawet do niego zadzwonic, a tego samego dnia w nocy pisac mi najgorsze rzeczy. Ale czuje sie wolna, mentalnie wolna, bo wiem ze juz nie mam na co czekac, nie mam nadziei. Jeszcze wczesniej sie zastanawialam i czekalam, bo moze sie odezwie i zapyta o przebieg ciazy, o dziecko, moze bedzie przy porodzie, moze w jakikolwiek sposob mi pomoze. Ale ulzylo mi, bo juz znam odpowiedz, bo zycie w takiej niewiedzy, to straszna meka. I mimo wszystko szanuję jego wybór, decyzję, życzę mu szczescia. Tak jak mi powiedział wczoraj- usunęłam wszystkie rzeczy z nim zwiazane (muszę tylko wyjac jeszcze jego zdjecia z dzieciństwa, ktore nosze przy sobie i jego zdjecie z portfela i gdzies schowac), nie powinnam nawet pisać o nim tutaj, ale mam nadzieję ze to bedzie juz ostatni wpis, ze wiecej nie bede miala potrzeby. I tak konczy sie moja trzy i pol letnia milosc.
 

 
Doslownie peklo mi serce. Nie wiem czy kiedykolwiek przestane slyszec echo tych slow w glowie. Jak bylo mozna mi cos takiego powiedzieć. Jakim czlowiekiem trzeba byc.
 

 
Dzisiaj mnie zabil.
 

 
Dzisiaj znowu od 4 nie śpię. Dostałam od niego cztery wiadomosci, ktorych sie nie spodziewalam, ale nie wiedziałam jak zareagowac, wiec w ogole nie odpisalam, bo myslalam, ze to i tak niczego nie zmieni. Wiec pozniej, w nocy, zaczął mi pisac, ze mam mu dac spokoj i ze lepiej będzie jak zapomnę. Odczytalam to w nocy i w sumie resztę juz przeplakalam. Nie ma gorszego uczucia od bycia odrzuconym i w srodku nocy gapienir sie w sufit i prowadzenie rozmow w swojej glowie. Trudno, kolejne upokorzenie. Tym razem chyba zrozumialam, ze mam sie odczepic.
 

 
Noc spadajacych gwiazd. Moja spadla wraz ze swiadomoscia jego nowego zwiazku. Nie umiem sie z tym pogodzić i wątpię, ze kiedykolwiek będę w stanie.
 

 
Nie wierzę, ze muszę przechodzic juz trzeci raz przez to, ze kogos masz. I albo mnie teraz do konca zabije albo uswiadomi, ze jestes nie warty ani jednej lzy.
 

 
Ostatni rok dal mi najwiecej lez i cierpien, ale takze nauczyl mnie najwięcej. O zyciu, o ludziach, o "milosci" i milosci. Nigdy nie przypuszczalam, ze mozemy sie rozstac. Nigdy nie bylo lepiej, chociaz mialam wątpliwości i ciezko mi było wybaczyc, ale myslalam ze ta ciąża zmieni dosłownie wszystko. A teraz, po tych trzech miesiacach bez niego, po trzech miesiacach analiz wszystkiego, musze powiedziec, ze wiekszej kretynki niz ja, nie znam. Byłam slepo zakochana, kocham go dalej, ale juz teraz wiem, ze co z tego, trzeba odpuscic. Moze kiedys ktos mnie pokocha, taka jaka jestem i nie bede musiala o to prosic. Bo skoro u niego to juz bedzie kolejny zwiazek, kolejna milosc, to czemu ja nie moge sie zakochac drugi raz- mam nadzieję, ze tym razem z wzajemnoscia.
 

 
Wczoraj do mnie dotarło w koncu, ze kogos ma. Nie umiem sie z tym pogodzic chociaz bardzo chce. Chcę byc w koncu wolna od tego uczucia i w koncu odpocząć.
Wczoraj jeszcze znalazlam nasze zdjecia sprzed trzech lat. Gdzie sie podział tamten chlopak? Przypomnialam sobie wszystko. Jak szalenie bylam zakochana i szczesliwa. Ale.. powinnam to wszystko usunac i w koncu przestać myslec, bo i tak nie nam na nic wplywu.
 

 
W moim snie, tylko sie pojawil i jedno jego slowo, a ja juz zmienilam wszystkie moje plany, zeby tylko z nim byc. Zawsze bylam taka kretynka przez ta miłość. Mijaja juz trzy miesiace, gdy nie jesteśmy razem, a ja dalej oddalabym wszystko, zeby tylko z nim byc. I chce sie zakopac pod ziemię, bo przeciez tylko ja w tym tkwie i myślę, a on ma swoje zycie. Nawet o mnie nie pamieta.
 

 
Jestem przerazona. Wczoraj do mnie dotarlo, ze mnie nie chce znac i wszystko skończone. Do tej pory jeszcze miałam nadzieję, ze moze chociaz napisze do mnie jakas wiadomosc, nie wiem, jak sie czuje, jak ciaza, jak dziecko, ale wiem ze moge sobie miec nadzieje do konca zycia i nie dostanę ani jednej literki w moja stronę. Wiem tez, że kogos juz ma i to mnie chyba juz zabilo.
Znowu sny, koszmary. Ze pokazuje na instagramie piec roznokolorowych roz i bombonierke i podpisuje "dla mojej ksiezniczki". A ja sie o tym dowiaduje i mam wypadek.
Jestem juz zmeczona tym wszystkim. Tak bardzo chcę odpocząć.
 

 
W dni, gdy wali mi sie swiat na głowę i mam ochotę jedynie zamknac oczy i nigdy nie wstsc z lozka, zawsze sie zastanawiam, co bym zrobila gdyby nie moje dziecko. Co by ze mna bylo, jakbym, i w ogole czy, bym przezyla te rozstania. Myślę, ze mogłabym sobie nie poradzic z depresją i raczej marne szanse, ze bym jeszcze zyla.
  • awatar full.moon: @diebora: staram sie jeszcze jakoś "żyć", ale jestem juz kompletnie zalamana i zmeczona.
  • awatar diebora: Nie mogę powiedzieć, że wiem jak się czujesz...bo nie wiem. Wiem natomiast, że warto czasami wstać i stawić temu wszystkiemu czoła. Nawet wtedy gdy wydaje nam się, że jest beznadziejnie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
1,5 roku temu byłam najszczesliwsza. Bylam pewna, ze wszystko zacznie sie ukladac. Zamieszkalismy w koncu w trójkę. Mnie udawalo sie jakos powoli odzyskiwac zdrowie psychiczne. Odstawilam antydepresanty, bo tylko on potrafil mnie doprowadzic do takiego stanu i tylko on mogl mnie uleczyc. Myslalam, ze to juz bedzie trwac, ze najgorsze mamy za soba. Nie wiedziałam, ze jeszcze tyle rzeczy polamie mi serce.
A teraz, moje nie-zdrowie psychiczne ratuje mi melisa i witamina b12. A za te dwa/trzy miesiące czeka mnie powrót do czegos, przed czym tak bardzo sie wzbranialam, ale bez tabletek nie daję sobie juz rady. Moze wtedy zachowam jakieś pozory normalnosci i z tego zombie bede chociaż czlowiekiem, ktory bedzie w stanie w jakis sposob funkcjonowac.
 

 
Znalazlam sie w tak tragicznym polozeniu w moim zyciu, ze juz nie mam nawet sily. Nie jestem w stanie zniesc ani dogadac sie z moja matka, to wszystko mnie wykancza. Nie jestem w stanie spędzić w jej towarzystwie nawet minuty, więc jakim cudem wytrzymam wspólne mieszkanie. Jestem tak zalamana wizja mojej przyszlosci, ze gdy o tym myślę, az mi slabo. W takich momentach chce przestać istniec albo przeniesc sie w czasie, gdy bede juz w pelni samodzielna i bede mogla w końcu przestac ja ogladac. Cały czas mam nadzieje, ze jakims cudem cos mnie cofnie w czasie i przeniesie do 24 kwietnia 2015 i każe mi spac i nawet nie odbierac telefonu od kolezanki. Chce miec w koncu normalne zycie. Chce miec normalna rodzinę. Prosze, proszę, proszę.
 

 
To wszystko nie daje mi spokoju. Doslownie codziennie mi sie sni. Wszystkie sny z nim. I albo jakies fajne, gdy jest między nami dobrze albo pelne klotni. Dzisiaj znowu jakas pati, jakas anka. Codziennie zdrady, lamanie mi serca, bo chociaz to tylko sny, to bardzo to przezywam, bo wiem, ze rzeczywistość niewiele sie od tego rozni. Tak bardzo chce odpocząć, bo wystarczy mi, ze mysle o tym cale dnie, to jeszcze w snach to do mnie wraca. Budzę sie co chwila, dzisiaj znowu z placzem.
 

 
Dzisiaj, na usg, widzialam jak Hania zaklada nogi na głowę do tego usta, nosek.. no i wszystkie narzady wewnetrzne. Juz jest idealna, a co dopiero bedzie pozniej
 

 
Nie umiem zyc z mysla, ze ja zyje tutaj sama, a w tym samym czasie ty spędzasz ten czas z kims innym.
 

 
Dzisiaj śniło mi sie moje nienarodzone dziecko. On byl przy porodzie, Hania wygladala identycznie jak moje pierwsze dziecko, od razu chodzila, mowila caly alfabet. Wrócilismy w s z y s c y razem do domu. On chodzil do pracy, ja opiekowalam sie dziecmi, czekalam na niego z obiadem i bylam szczesliwa.
 

 
Ty sie smiejesz. Ja płaczę. Ciekawe kiedy role sie odwroca.
 

 
Kazdy dzien to juz walka o przetrwanie. Wiekszosc czasu nie wiem co sie dzieje. Wszystko sie zlewa, a ja jestem tak dzikie zwierze na polowaniu. Jestem zmeczona, a noce tez nie przynosza ukojenia, bo budze sie w koszmarach co chwile, bo tam caly czas mnie zdradzasz. Chcialabym w koncu zapomniec,bo to glupie, ze jestem jedyna, która sie przejmuje i ktora pamieta.
 

 
Jak ja moglam myslec, ze nigdy sie nie rozstaniemy i widziec nas razem, tak samo zakochanych, gdy mamy po 70 lat. Jak ja moglam sie tak pomylic.
 

 
Back to black.