• Wpisów:341
  • Średnio co: 23 godziny
  • Ostatni wpis:32 dni temu
  • Licznik odwiedzin:4 850 / 338 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nienawidzę mojego zycia od 24 kwietnia 2015. Kazdy dzien byl przeplatany szczesciem i najgorszym koszmarem. Zupelnie jakby ktos celowo sie tym wszystkim bawil i niszczyl. Bo moje intencje i uczucia byly czyste i szczere. Wiec tym bardziej nie rozumiem jak moglo mi sie przytrafic to wszytko. A teraz, gdy przypomina mi sie kazdy dzien, przewijaja mi sie obrazy, slysze w glowie slowa, widze jego twarz, to moge przeanalizowac kazdy dzien i polaczyc to wszystko w calosc. A to, co spotkalo mnie dwa lata temu, jak ktos wbijal mi noz w otwarte serce. Albo to, gdy ktos wiedział jaka krzywde mi zrobi powtarzajac to znowu w styczniu tego roku, to jakies żarty. Moje zycie i psychika legla w gruzach, umarlam dwa razy, zeby pewnie umrzec i trzeci i czwarty. Nie rozumiem jak mozna bylo komuś zrobic takie rzeczy. Gdy to wraca, gdy pojawia sie nawet taka mysl, to przezywam to tak samo jak wtedy. Gdybym wiedziala, ze ten chlopak, to moj koniec, to nigdy bym nawet na niego nie spojrzala. Od tamtej pory zawisly nade mna same czarne chmury i nawet jak sie staralam je odgonic za wszelka cene, to pojawialy sie kolejne. Od poczatku to bylo przegrane, przez czyjes demony. Czasami mysle, ze poznalismy sie o zlym czasie, ale kazdy czas bylby chyba tutaj zly. Stalam sie juz bezsilna wobec tego wszystkiego. Jak jeszcze kiedys odsuwalam od siebie te bolace mysli tak teraz wchodza w kazdy zakamarek serca i umyslu i zadaja jeszcze wiekszy bol. Czasami mysle, ze chcialabym stracic pamiec, bo to byloby moje jedyne wybawienie z tego cierpienia. Codziennie zyje juz tak aby niczego nie zapamiętywać, zeby nie tworzyc wspomnień. Nawet nie dociekam, jaki jest dzien, po co mi to pamietac. Jak kiedys chcialam wiedziec wszystko, tak teraz nie chce wiedzieć nic. A w snach mam same znaki, podpowiedzi. Tak jakby ktos chcial zebym wiedziala, co sie dzieje, mimo ze jestem od tego setkę kilometrow. Jakby ktos otwieral mi czaszkę i wlewal to wszystko do mojej glowy. albo rozposcieral nad moim zyciem i nad wszystkimi ze mna zwiazanymi, czarna plachte, przywiazywal sznurki i zaczynal swoj teatr lalek. Jakby ktos kontorlowal kazdy ruch, kazdy "zbieg okolicznosci" i dokladal tylko aktorow, ktorzy maja tylko wiecej zniszczyc. To wszystko jest trudniejsze niz przypuszczalam. Myslalam, ze zwiazki sa latwe i dziwilam sie, ze tak wiele z nich nie wychodzi albo maja problemy. Gdy zakochalam sie pierwszy raz w zyciu i bylam z kims pierwszy raz w życiu, wlasnie wtedy, tego przekletego 24 kwietnia, to zrozumialam juz wszystko. Zupelnie jakbym chodzila slepa, glucha i glupia, a wtedy odzyskalabym wszysykie zmysly. I w koncu wyszlam z mojego kokona i zobaczylam, co to jest zycie. Chociaz wolalabym chyba byc dalej slepa, glucha i głupia niz skonczyc z tak zniszczona psychika, ktora polozy sie na moim dalszym zyciu. Nie mam pojecia kto zyczyl mi az tak zle, ze wyladowalam tam, gdzie wyladowalam. Ale spotkaly mnie tak nieprawdopodobnie zle rzeczy, ze nie jestem w stanie uwierzyc, ze to "przypadki". Chyba, ze zycie, gdy juz sie sypie, to sypie sie jak domino. Tego jeszcze nie wiem. Ale mam nadzieję, ze gdy juz to wszystko przetrawie, kazdy dzien po kolei, to wtedy to wypuszcze. I zapomne, gdy wyciagne z tego jeszcze większą lekcję. Bo przez ostatnie 1,5 roku przeszlam taka przemianę jakbym naprawdę umarla i narodzila sie na nowo. Chociaz moze razem ze mna, po drodze, mialo unrzec tez wszystko. Nie chce juz znac odpowiedzi na zadne pytanie. Chce byc juz po prostu wolna od tego cierpienia. Choć aby nadszedl taki dzien, w ktorym bede mogla spokojnie zaczac zyc.
 

 
Lovestoned